welcome

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit aenean commodo

follow our awesomeness
Do góry

Kilka tysięcy kilometrów pokonanych w autobusach i samolotach. Karaluchy oraz jaszczurki w łazienkach. Moskity, dużo krwiożerczych moskitów. Ale, przede wszystkim, masa niesamowitych wspomnień.

Wahałem się czy jechać. Nie byłem przekonany czy warto naruszać oszczędności na taką wycieczkę. Tanie bilety były już wprawdzie załatwione, nocleg u znajomych w Caracas również, a ja wciąż nie byłem pewny. Nakłonił mnie serdeczny kolega. Powiedział krótko: „To będzie podróż twojego życia. Nie rezygnuj. Remont mieszkania może poczekać“. I w tak prosty sposób rozpoczęła się moja wyprawa do kraju przesłodzonej kawy, czekolady i Hugo Cháveza.

Praktycznie nie przygotowywałem się merytorycznie do tego wyjazdu… W ostatniej chwili kupiłem dwa przewodniki. Jeden po polsku Berlitza (beznadziejny), a drugi po angielsku. Lonely Planet o Wenezueli jest dobry, ale nie bez skazy. Przede wszystkim przedstawia nieaktualne ceny, choć jest to w sumie zrozumiałe, zważywszy na rekordową wenezuelską inflację. Oficjalnie wyniosła ona w ubiegłym roku ponad 27 proc., choć mieszkańcy mówią najczęściej, że ceny rosną ostatnio o około 40 procent rocznie.

Przed wyjazdem i już na miejscu ciagle słyszałem: „to niebezpieczny kraj!”, „podrzucają narkotyki”, „po zachodzie słońca, czyli po 18 nie wychodź z hotelu!”, „napady i zabójstwa sa na porządku dziennym!”. Naprawdę świetne informacje, żeby zachęcic do podróży i zwiedzania Wenezueli… A i jeszcze jedno! „Kierowcy nie respektują żadnych przepisów drogowych. Dla nich nie ma znaków STOP, czerwonego światła, czy drogi z pierwszeństwem przejazdu!” W trakcie podróżny widziałem jedną stłuczkę. Niegroźną, w  Caracas. Widziałem też dwie lawety, które przewoziły poważnie zniszczone w wypadkach samochody. I tyle. Nie zauważyłem za to żadnego chamstwa na drodze, zajeżdżania, wyprzedzania na trzeciego , wolnej jazdy lewym pasem, złośliwości , agresji, wystawianych środkowych palców. Informacje o napadach i kradzieżach zostały na etapie opowieści. I choć w Wenezueli straciłem iPoda, to – szczerze powiedziawszy – zupełnie nie wiem, czy mi go skradziono, czy po prostu go gdzieś nie zostawiłem.

Napisz komentarz